Dlaczego jedni zarażają się chorobotwórczymi bakteriami
i wirusami, a inni, choć też mają z nimi do czynienia - nie? Odpowiedź jest
prosta: dlatego, że jedni są na nie odporni, a inni - nie. Dużo bardziej skomplikowane jest wyjaśnienie
działania układu immunologicznego, czyli odpornościowego, który jest za to
odpowiedzialny. Ale i w tej sprawie ma swój udział cudowny pierwiastek - cynk.
Prawidłowe funkcjonowanie układu immunologicznego
zapewnia nam grasica produkująca m. in. tymulinę -
hormon pobudzający powstawanie walczących z zarazkamilimfocytów - komórek T. Niestety, grasica z wiekiem
maleje. Ponieważ gruczoł ten zanika - zmniejsza się nasza odporność. Ale, jak dowiodły najnowsze badania,
wcale nie musi tak być! Cynk odmładza układ
immunologiczny, stymulując produkcję interleukiny 1 i pobudzając działanie
grasicy, która znowu zaczyna wytwarzać odpowiednią ilość
tymuliny. Tymulina wraz z
interleukiną 1 powoduje namnażanie komórek T, którym - jeśli jest ich
dostatecznie dużo - nie oprą się żadne drobnoustroje (poza
wirusem HIV). Cynk powoduje również wzrost gamma
interferonu - bezcennego niszczyciela wirusów.
Choć uczeni dążą do uzyskania środka na długowieczność, a przez wieki zajmowali się
tym samym alchemicy pracując nad
kamieniem filozoficznym, nie jest to jeszcze możliwe. Nie można być wiecznie
młodym, można za to wolniej się starzeć. I znowu cynk. Okazało się bowiem, że
zwiększa on poziom albumin we krwi.
Białka te są uważane przez naukowców za wskaźnik długowieczności - czym ich więcej
we krwi, tym dłuższe życie. W związku z tą właściwością
cynku lekarze coraz częściej twierdzą, że jest on lekiem przeciw starości.
Odmładzające działanie na poziomie komórkowym wykazuje cynk
również jako przeciwutleniacz, który zwalcza powodujące
nowotworykancerogeny zwane
wolnymi rodnikami. Cynk chroni przed nimi nasze
komórki. Aż trudno sobie wyobrazić, że ten ciężki, nieszlachetny metal, w
przemyśle służący m.in. do konserwacji drewna, tkanin i skór przeciwko pleśniom,
podobną rolę pełni w organizmie człowieka - chroni komórki przed niszczącym
działaniem wolnych rodników. Spożywając produkty bogate w
cynk "cynkujemy" komórki, podobnie jak w przemyśle
cynkuje się stalowe i żelazne rury, żeby zapobiec ich korozji.
Już w starożytności z owoców morza przyrządzano miłosne napoje i
potrawy. Ale dopiero w XX wieku odkryto, dlaczego rybom, mięczakomi skorupiakom przypisywano "amorogenne" działanie. Otóż są
najbogatszym źródłem cynku! W starożytności jednak o tym nie wiedziano,
ostrygi zyskały miano najwspanialszego afrodyzjaka ze
względu na swój kształt, przypominający jądra mężczyzny. No i wszystko się zgadza - tak jak twierdzili
starożytni, ostrygi wzmagają potencję i płodność u mężczyzn. Badania wykazały, że
po spożyciu małż w spermie i gruczole krokowym wzrasta poziom
cynku, co pozytywnie wpływa na produkcję przez jądra
testosteronu. Tak więc cynk jest pomocny w leczeniu
bezpłodności u mężczyzn. Natomiast u kobiet reguluje zaburzone cykle miesiączkowe.
Nauka udowodniła również, dlaczego skorupiaki były
uważane za mniej seksowne od mięczaków. Okazało się bowiem, że zawiarają o wiele
mniej cynku niż ostrygi.
W średniowieczu sporządzano napój miłosny, w skład którego wchodziły m. in. opiłki
metali, wnętrzności ryb i ptaków, kości gadów. No i znowu wszystko się zgadza: ryby i drób zawierają
cynk, który w największym stężeniu odkłada się w kościach - stąd kości gadów. Napoje
przygotowywano rozmaicie: bądź rozcierając i proszkując, a następnie rozcieńczając składniki, bądź gotując z
nich wywary.
Większość ludzi ma za mało cynku, ponieważ bardzo trudno
dostarczyć go w diecie i jest dosyć trudno przyswajalny. Pozbawiają się tego
mikroelementuwegetarianie (owoce nie zawierają
cynku, w warzywach jest go niewiele) i osoby odchudzające się. W diecie
poniżej 2400 kcal dziennie cynk nie jest dostarczany w wystarczającej ilości. Ale
mimo to nie zaleca się bez wyraźnych wskazań lekarza uzupełniania tego pierwiastka poprzez preparaty.
Pierwiastek ten, podobnie jak wszystkie makro- i
mikroelementy, a także witaminy, najlepiej - choć i
tak nie do końca - przyswajalny jest w postaci naturalnej. Poza tym tylko w takiej postaci działa.
Najlepszym tego przykładem jest rewelacyjny eksperyment przeprowadzony z mlekiem matki. Wiadomo, że mleko to
zawiera cynk, powodujący właściwy wzrost i odporność niemowląt.
Wyodrębniony i dodany do preparatu imitującego mleko matki - nie działał. Czegoś zabrakło. Czego? Nie
wiadomo. Nawet największy postęp w chemii nie zastąpi natury. Może jedynie ją wyjaśnić, byśmy świadomie
sięgali do odpowiednich jej darów zgodnie z potrzebami. Tak więc sięgajmy do małży,
a w szczególności do ostryg.
100 g surowych ostryg zawiera 63 mg
cynku! W wielu krajach ostrygi spożywa się na surowo,
skropione octem winnym lub sokiem z cytryny, zaraz po wyjęciu z muszli. Nie jest to dobry sposób ze względu
na obecność mikroorganizmów, które skutecznie giną jedynie w wysokiej
temperaturze. Dlatego lepiej jeść małże gotowane. Jeśli jednak przyjdzie nam
dzielić ten zwyczaj, pamiętajmy, by surowe ostrygi popijać
alkoholem, chociażby winem. Co prawda alkohol zmniejsza wchłanianie
cynku, ale za to przynajmniej częściowo niszczy mikroby.
Na naszym rynku dostępne są ostrygi wędzone, w puszkach
zawierających 85 g tych mięczaków. 85 g wędzonych
ostryg zawiera 103 mg cynku! Dla porównania 100 g wątroby
wołowej, uznawanej również za bogate źródło cynku, zawiera 3 mg tego pierwiastka.
Tak więc zjedzenie puszki ostryg daje nam 103 mg cynku,
podczas gdy zapotrzebowanie dobowe na ten pierwiastek wynosi od 15 do 30 mg (po 75. roku życia powyżej 50
mg). Choć nadmiar cynku jest toksyczny, nie ma się czego bać. Nasz organizm nie
wchłonie aż takiej jego ilości. Nawet, gdybyśmy jedli prawie same ostrygi,
organizm przyjmie niewielką część dostarczanego cynku, a przecież oprócz
ostryg coś jeszcze zjemy. A w pokarmach jest mnóstwo składników hamujących
przyswajanie tego mikroelementu. Głównymi jego wrogami są:
alkohol, mleko i jego przetwory (chociaż same, zwłaszcza
twarde sery, zawierają niewielkie ilości cynku),
błonnik, spożywany w dużych ilościach w dietach odchudzających oraz
cukier. Spożywanie nadmiernych ilości słodyczy może spowodować utratę do ok. 3 mg
cynku dziennie. Poza tym po 50. roku życia wchłanianie cynku
jest znacznie osłabione. Tak więc nie bójmy się puszki wędzonych ostryg na
śniadanie lub kolację, nawet jeśli na obiad zjedliśmy rybę czy ciemne mięso indyka, które również "obfitują"
w cynk. Zwłaszcza że właśnie po 40. roku życia potrzebujemy tego pierwiastka
najwięcej. Badania (zawartość cynku bada się w białych
krwinkach, dlatego rutynowe badania krwi nie wystarczają) wykazały, że każdy,
kto wkracza w wiek średni, zaczyna mieć niedobór cynku. Tylko
odpowiednio dobrane pożywienie jest w stanie zaspokoić zapotrzebowanie na ten pierwiastek.
Przynajmniej okresowo, co jakiś czas, należy tak sporządzać
menu, żeby nie zabrakło w nich morskich ryb, owoców morza - mięczaków
(małży, w tymostryg) i
skorupiaków (krewetek,
krabów, homarów), drobiu - szczególnie ciemnego mięsa
indyka i wątróbek kurzych, gotowanej lub duszonej wątroby, najlepiej cielęcej, warzyw
strączkowych, produktów zbożowych z pełnego przemiału, ciemnego ryżu,
orzechów - przede wszystkim orzeszków ziemnych i orzechów pekanowych oraz
ziaren (w tym musztardy ziarnistej) - przede wszystkim
dyni i słonecznika oraz w postaci zarodków (głównie kiełków pszenicy).